środa, 24 sierpnia 2011

Definicja coachingu #4

Coaching jest partnerską współpracą z klientami w prowokującym do myślenia i kreatywnym procesie, który inspiruje ich do maksymalizacji swojego osobistego i zawodowego potencjału.

International Coaching Federation, www.icf.org.pl

wtorek, 23 sierpnia 2011

Wspinaczka na Cotopaxi


Cotopaxi. Nazwa wulkanu w Ekwadorze. Wchodziłam na ten wulkan, kiedy byłam w Ekwadorze, po ponad miesiącu pobytu w Ameryce Południowej. Schronisko mieści się na wysokości 4800 metrów nad poziomem morza, wchodziliśmy ciut wyżej, do pierwszego lodowca. To była dość komfortowa wspinaczka. Przynajmniej relatywnie komfortowa. Nie tylko dlatego, że była to piaszczysta droga pod nieco stromą górę, dużo łatwiejsza niż większość tras w polskich Tatrach. I nie tylko dlatego, że moja kondycja nie była wtedy najgorsza. Była komfortowa przede wszystkim w porównaniu z pierwszą wspinaczką, w jaką zabrano nas trzy dni po przylocie do Kolumbii, na wysokość trzech i pół tysiąca metrów.

Wtedy dowiedziałam się co to jest choroba wysokościowa. Moje mięśnie ważyły co najmniej cztery razy tyle co normalnie, a każdy krok, podniesienie i opuszczenie uda sprawiało mi ból. Trudności z oddychaniem, spłycony oddech. Moja skrzywiona przegroda nosowa pewnie nie poprawiała sytuacji. Ból głowy i zatkane uszy były niczym przy niesamowicie szybkim biciu serca, które chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Do tego oczywiście mdłości. I zdecydowanie zbyt dużo samozaparcia, żeby wspiąć się na górę. Sytuację ratował (chwilowo) tylko jakiś koszmarnie słodki napój z tamtejszych owoców podawany po drodze w schronisku i odpoczynek. Odpoczynek zresztą przy takich objawach następował średnio co pięć kroków. Ale weszłam na szczyt.

Skoro weszłam tam, nic dziwnego, że chciałam wejść też na jeden z najwyższych czynnych wulkanów na świecie, Cotopaxi. Jak powiedziałam, wchodzenie na Cotopaxi było komfortowe – z choroby wysokościowej zostały już tylko dwa razy cięższe mięśnie i trudności z oddychaniem (spotęgowane niesamowicie silnym wiatrem wiejącym z czubka góry w dół). Mimo tego niesamowitego komfortu i tak szłam ostatnia. Korekta: przedostatnia. Za mną szedł tylko Paul, przyzwyczajony do wspinaczki i innych sportowych wyczynów pewnie męczył się tym powolnym spacerem, ale mnie nie zostawił, kiedy wszyscy inni we własnym tempie brnęli do schroniska. Był dla mnie niesamowitym wsparciem. Nie mówił nic. Zresztą przy tym wietrze trudno było rozmawiać. Mnie trudno było oddychać, a co dopiero rozmawiać… Szedł za mną. Cały czas był za mną. Czułam się bezpiecznie. Czułam, że kibicuje mi ktoś, komu zależy, żebym weszła na tę górę tak samo jak mnie. Kiedy się zatrzymywałam, zatrzymywał się i on. Liczyłam kroki. Dziesięć, dziewięć, osiem…. Czasem udawało mi się przejść dwie dziesiątki kroków, czasem trzy, czasem pięć. Odpoczywał ze mną, nie poganiał w łapaniu oddechu. I znowu kilka dziesiątek… To niesamowita sytuacja. Droga niby prosta, trudność niewielka, ciało sprawne, kondycja dobra… tylko ta wysokość, tylko ten oddech. Starałam się. Nie chciałam zawieść siebie i nie chciałam zawieść Paula. Bardzo mi pomógł. Nie wziął mnie na ręce ani na barana, nie pchał, nie ciągnął, nie poganiał. Był. A ja byłam na Cotopaxi.


Nie wystarczyło, że weszłam na Cotopaxi, żeby zrozumieć, że nikt za mnie nie pokona moich własnych słabości i ograniczeń, że tylko moja własna determinacja decyduje o tym jak daleko dojdę. Musiałam przejść znacznie dłuższą drogę, zgubić się zupełnie, żeby się odnaleźć… I teraz, kiedy czuję się gotowa na całą resztę mojego życia nadal mam szczyty do pokonania, a wiatr sypie mi piaskiem w oczy jak tego dnia na wulkanie. Warto to pamiętać. Bardzo łatwo zapominam, że mam w sobie taką siłę, taką determinację, taką moc. Na pulpicie mojego komputera jest zrobione przeze mnie zdjęcie Cotopaxi, a na ścianie pokoju obraz malowany na końskim włosiu przedstawiający ten wulkan. Przypomina mi, że mogę…


Iching proszony o wskazówkę powiedział mi dziś: „Tylko idąc krok za krokiem dociera się do celu. Szkodliwy jest pośpiech, nerwowość, przeskakiwanie etapów. Tak powinien przebiegać wszelki rozwój. I w taki sam sposób powinien mędrzec wpajać światu swe nauki.”


*******************************************************************

Ta piękna kartka z pamiętnika autorstwa Weroniki Pietras stanowi niesamowitą metaforę tego, czym jest coaching. Tak, jak wspinaczka  proces zmiany wymaga od nas wykraczania poza swoją strefę komfortu. W obu przypadkach próbujemy się z czymś nowym. Wiąże się to z wysiłkiem. Z konfrontowaniem naszych dotychczasowych przyzwyczajeń i sposobów działania. Teren już nie jest płaski. Zmiana otoczenia wiąże się ze zmęczeniem, obawą, często z utratą oddechu. Jesteśmy zdezorientowani. Ilość nowych bodźców przyprawia o ból głowy. Tracimy słuch na kolejne bodźce.

W obliczu wszystkich objawów staje się jasne, dlaczego tak istotny jest marsz we własnym tempie. Dostosowanie tempa do własnych predyspozycji i możliwości. Optymalna prędkość. Zbyt szybkie wchodzenie na górę, może zaowocować wycieńczeniem organizmu i w efekcie nieosiągnięcie celu podróży. Zbyt wolna podróż prowadzi do znużenia i utraty zainteresowania.

Tak samo w procesie zmiany. Zbyt szybka, owocując w zbyt wiele "nowości" zmiana jest jak skok do wrzątku. Równie szybko jak się tam znaleźliśmy, znajdziemy się poza nią. W takiej sytuacji brakuje procesu adaptacji do zmiany, poczucia bezpieczeństwa i możliwości systematycznego włączania nowych umiejętności do palety już przez nas posiadanych. To tak, jakby w trakcie "popularnego" sposobu nauki pływania wrzucić osobę uczącą się bardzo daleko od brzegu. Efektem nie będzie rozciągnięcie strefy komfortu adepta, a trwały uraz do zbiorników wodnych.

Z kolei zbyt wolna zmiana jest trudno zauważalna lub wręcz niedostrzegalna, przez co bywa często uważana jako nieistotna. Wystarczy spojrzeć na nas samych. Kto z nas pamięta, żeby rodzice zauważali, jak bardzo wyrośliśmy? Autorami tego rodzaju komentarzy są zawsze dziadkowie, dalsze ciocie i wujkowie. Osoby, na których oczach ta zmiana się dokonuje, rzadko kiedy potrafią ją dostrzec. Dlatego też dostosowanie marszu/procesu zmiany do własnych możliwości jest tak istotne.

Kolejnym ważnym elementem jest towarzysz podróży. Wsparcie i doping mają niesamowity wpływ na osiąganie przez nas naszych celów. Paul towarzyszył. Nie poganiał. Nie spowalniał. Towarzyszył. Nie brał na barana ani na ręce, a jednak pomagał. Oczywiście coachowie towarzyszący swoim klientom w zmianie są bardziej wygadani, ale podstawową ideą jest towarzyszenie, dopingowanie i wspieranie oparte na wierze w umiejętności klienta i w to, że sobie poradzi.

Ważny jest też element zdjęcia na pulpicie. Coaching uczy nowych umiejętności, ale uczy też szukania zasobów, które się już posiada oraz celebrowania i doceniania tego, co już się udało osiągnąć. Stanowi to olbrzymie zaplecze do osiągania kolejnych szczytów. Świadomość swojej osobistej mocy, która rodzi się z naszych osiągnięć i dzięki której jesteśmy w stanie sięgać po kolejne. Pokonanie jednej góry, sprawia, że wejście na następną staje się prostsze.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Efekt motyla nad rzeką Missisipi

Coaching polega m.in. na zarządzaniu procesem zmiany. Jest to bardzo ważna uwaga, gdyż wiele osób (w tym niektórzy coachowie) koncentruje się na samym celu, tj. efekcie zmiany. Takie podejście prowadzi do przesunięcia uwagi z klienta na jego cel, z człowieka na zadanie. Może to doprowadzić do pracy z zadaniem, a nie z człowiekiem, co źle wróży dla danego procesu coachingu i samego klienta.

Często taka sytuacja jest wynikiem nastawienia sponsorów coachingu, którzy płacąc wymagają konkretnych rezultatów, czyli zmiany. Coaching jest jednak procesem trudniejszym do uchwycenia, niedającym się sprowadzić do samego li celu czy naocznej zmiany. Efekty coachingu bywają często dostrzegalne dopiero po jego zakończeniu. Czasem nawet dopiero jakiś czas po ostatnim spotkaniu klienta z jego coachem.

Coaching ma na celu ukształtować zmianę i nauczyć osobę poddaną jego wpływowi sprawnego zarządzania tą zmianą. Należy też pamiętać, że często niewielkie zmiany (podczas coachingu) mogą z czasem wywołać olbrzymie efekty (po zakończeniu coachingu).

Świetnie ilustruje to poniższy przykład zaczerpnięty z książki Paradoks czasu (Philip Zimbardo, John Boyd, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009):

“W dziewiętnastym wieku właściciele ziemi wzdłuż brzegów Missisipi często zatrudniali ludzi, którzy mieli strzelać bez uprzedzenia do każdej osoby złapanej na ich posiadłości z łopatą. To natychmiastowe wymierzanie sprawiedliwości brzmi surowo, chyba że doceni się znaczenie drobnych, stopniowych działań. W dziewiętnastym wieku ambitni posiadacze ziemscy wykupywali na jednym brzegu Missisipi, a następnie przekradali się na posiadłość swoich sąsiadów na drugim brzegu, gdzie potajemnie przekopywali kluczowe obszary, oddzielając je od reszty, drastycznie zmieniając bieg rzeki. W konsekwencji posiadłości tych ambitnych właścicieli ziemskich powiększały się, podczas gdy właściciele z drugiego brzegu odkrywali, że ich posiadłości zostały zmyte przez rzekę.

Morał z tej historii jest potrójny. Po pierwsze, drobne zmiany mogą prowadzić do poważnych konsekwencji. Po drugie, twoim celem nie jest spowodowanie zmiany, lecz ukształtowanie zmiany, o której wiesz, że i tak się pojawi. Zmiana jest nieunikniona, więc twoim właściwym zadaniem jest ukierunkować ją we właściwą stronę. Po trzecie, kiedy następnym razem będziesz wybierał się na wybrzeże Missisipi - łopatę zostaw w domu".


Definicja coachingu #3

Działania trenerów zajmujących się coachingiem, których nazywamy coachami, służą wygenerowaniu szeregu zewnętrznych bodźców stymulujących pełne wykorzystanie potencjału pracowników. Działania coachów oparte są na cierpliwości, wytrwałości i pewnego rodzaju opiece nad pracownikiem, dzięki czemu osobom poddanym coachingowi udaje się odkryć wewnętrzny i zewnętrzny potencjał prowadzący do poprawy wyników pracy.

David Clutterbuck, Coaching zespołowy, Rebis, Poznań 2009

środa, 10 sierpnia 2011

14 zasad etycznych coacha

  1. Dbaj o własny rozwój.
    Jeżeli chcesz wspierać innych w rozwoju (a taka jest przecież istota Twojej profesji), musisz zacząć od siebie. Pamiętaj o nieustannym obowiązku stawania się
    kimś więcej, niż się jest.

  2. Nie zawiedź zaufania.
    To wyjątkowo poważna sprawa. Zaufanie, będące podstawą relacji coach - klient, stanowi równocześnie jeden z najcenniejszych darów, które człowiek może ofiarować drugiemu człowiekowi. Nie wolno tego niszczyć.


  3. Podejmuj się tylko tych zadań, do których czujesz się przygotowany.Naprawdę nie musisz pracować z każdym klientem, który się do Ciebie zgłosi.

  4. Bądź prawdomówny.
    Przekazuj rzetelne informacje zwrotne. Mów klientowi to, co naprawdę myślisz, a nie to, co klient chciałby usłyszeć.


  5. Bądź lojalny.Rozmawiając o kimkolwiek podczas jego nieobecności, nieustannie zadawaj sobie pytanie: czy mówiłbym to samo, gdyby on tutaj był?

  6. Szanuj autonomię klienta.
    Powstrzymuj się od wszelkich prób narzucania klientowi swojego systemu wartości lub sposobu działania.


  7. Pamiętaj, że to Ty jesteś ostatecznym sędzią swoich decyzji zawodowych.Nie pozwól, aby rolę taką przejęła zatrudniająca Cię firma czy jakiekolwiek osoby trzecie.

  8. Dotrzymuj zobowiązań.Zadbaj o klarowność wszelkich uzgodnień między Tobą, klientem i sponsorem i przestrzegaj ich realizacji. Pamiętaj przy tym o zasadzie: moje słowo = mój podpis.

  9. Nie uważaj się za nieomylnego.
    W przypadku wątpliwości omów swoje odczucia z kimś doświadczonym.


  10. Bądź wyczulony na problem konfliktu interesów.
    Jeżeli takiego konfliktu nie da się uniknąć, rzetelnie przemyśl swój sposób postępowania wobec każdej z zainteresowanych stron.


  11. Dbaj o własną kondycję psychofizyczną.
    Podejmuj się takiej ilości obowiązków, której możesz podołać bez szkody dla siebie lub jakości swojej pracy. Jeżeli w danym dniu nie czujesz się na siłach, aby poprowadzić spotkanie, zdecyduj się je przełożyć.


  12. Pamiętaj o różnicy między celem a środkiem do celu.
    Instrumentalne traktowanie ludzi to postawa niegodna coacha.


  13. Staraj się patrzeć na innych coachów nie jak na rywali, ale jak na ludzi, z którymi można i warto współpracować.
    Jeżeli już musisz rywalizować, pamiętaj o zachowaniu zasady
    fair play.

  14. Pamiętaj, że szacunek dla samego siebie to wartość, której nie sposób przecenić.
    Starannie unikaj wszelkich sytuacji, działań i zachowań, które mogłyby tę wartość podważyć.



    źródło: Etyka coachingu, Małgorzaty Sidor-Rządkowskiej
    (w:
    Coaching. Teoria, praktyka, studia przypadków.,
    pod redakcją Małgorzaty Sidor-Rządkowskiej)

Definicja coachingu #2


Coaching polega na szukaniu nowych rozwiązań, sposobów działania oraz stosowania w nowy sposób starych umiejętności.

Opracowanie tego nowego sposobu działania ma na celu zwiększenie efektywności uczestnika coachingu, bez uczenia go dodatkowej nowej wiedzy i umiejętności. Dlatego coaching umożliwia zwiększenie efektywności działania we względnie krótkim czasie. Czasem już 3-4 sesje pozwalają uporządkować sytuację i opracować nowy sposób działania, czyli stosowania w nowy sposób dotychczasowej wiedzy i umiejętności.

Coaching jest potrzebny, aby uporządkować dużą ilość wiedzy i umiejętności w taki sposób, aby przynosiły one większe efekty, bez nauki kolejnych umiejętności. Umożliwia skuteczniejsze korzystanie z dotychczasowej wiedzy i umiejętności.

Tomasz Dulewicz, blog: www.coaching-wewnetrzny.pl

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Bajka o lampce

Na jednej z ostatnich sesji razem ze swoją klientką zakręciliśmy wokół poruszanego tematu i doszliśmy do miejsca, w którym ani ona nie bardzo wiedziała, co powiedzieć, ani ja nie bardzo wiedziałem, co w tej sytuacji zrobić. Na szczęście z pomocą na sytuację impasu przybył kreatywny pomysł klientki: "Opowiedz mi bajkę".

Jak wiadomo z weną różnie bywa. W danym momencie akurat jej nie było. Po chwili jednak ustaliliśmy, że bajkę stworzymy razem, dopowiadając po zdaniu lub dwóch i tym sposobem tworząc całą historię.

Efekt zaskoczył nas oboje, a klientka znalazła dla siebie ukryty w bajce przekaz.
Gorąco polecam ten rodzaj pracy z klientem! Pozwala wydobyć coś głębszego i wyciągnąć klienta (a czasem i coacha) z głowy!

Poniżej owoc naszej wspólnej pracy (już po zredagowaniu):


Bajka o lampce

W starej kamienicy, w pokoju na piętrze, na stoliku stała sobie pewna lampka. Lampka była całkowicie zwyczajna, a przynajmniej sama tak o sobie myślała. W pokoju, w którym stała nie było innych lampek, z którymi mogłaby się porównać, przez co nie wiedziała jaka ona sama jest?
I tak, żyła sobie lampka myśląc o swojej przeciętności.

Pewnego dnia w pokoju w którym stała ktoś postawił obraz. Gdy lampka go spostrzegła, od razu się nim zachwyciła. Obróciła się w stronę obrazu i podziwiała go przez cały dzień. Myślała przy tym jaki obraz jest piękny, i że ona sama nie może się z nim równać. 


Wpatrzoną w piękne płótno zastał ją zmrok. Gdy lampka zorientowała się, że zrobiło się ciemno pomyślała, że brak wystarczającej ilości światła uniemożliwia dostrzeżenie piękna obrazu, którym się zachwyciła. Zmartwiła się, że ktoś może być pozbawiony tego cudownego widoku i szybko postanowiła go oświetlić. Zaczęła z całych sił świecić w stronę obrazu. Podbudowana rezultatem swojego działania i zachwycona pięknem obrazu postanowiła postarać się jeszcze bardziej i jeszcze mocniej go oświetlić, żeby jego piękne było dostrzegalne z każdego miejsca w pokoju.
 

Lamka prężyła się i prężyła, i świeciła coraz mocniej i mocniej. Niestety wpatrzona w obraz nie zauważyła, że jest na skraju wyczerpania. Zanim się zorientowała, doszło do spięcia, żarówka pękła, a w pokoju nastała całkowita ciemność. I tak, w ciemności i smutna dotrwała do następnego dnia.

Rano właściciel lampki zorientował się, że ona nie działa i zadzwonił po specjalistę. Uśmiechnięty mężczyzna pojawił się w pokoju po kilku godzinach. Od razu spostrzegł lampkę i krzyknął z zachwytu. Lampka była kompletnie zaskoczona. Jak to możliwe, że elektryk rozpływa się nad jej pięknem, kiedy w pokoju jest jeszcze widno i wyraźnie widać piękny obraz. Poza tym była przecież uszkodzona. Jak można się zachwycać zepsutą lampką w obliczu tak pięknego obrazu?! Lampka nie potrafiła tego zrozumieć. Elektryk szybko sprawdził co jej dolegało. Wymienił żarówkę i kabel, który uległ uszkodzeniu. Powiedział, że to był niezwykły zaszczyt móc pomóc tak pięknej lampce i przebywać w jej towarzystwie, po czym wyszedł, pozostawiając lampkę zaskoczoną i zamyśloną.

Lampka zaczęła się sobie przypatrywać. Patrzyła to na siebie, to na obraz. Szukała w sobie piękna, które dostrzegała w obrazie. Nie potrafiła znaleźć żadnej analogii, ale im dłużej się sobie przypatrywała, tym więcej piękna w sobie dostrzegała. Zaczęła się prostować i prężyć. Nagle zobaczyła swoje odbicie w szybie jednej ze stojących obok szafek. Zaskoczyło ją to, co zobaczyła. Widziała, że to to samo odbicie, które widziała jeszcze kilka dni temu i od którego zawsze uciekała, ale tym razem zobaczyła piękną lampkę. Zobaczyła piękno w sobie. Piękno, o którym zapomniała dawno temu, a które w tym momencie poczuła, że zawsze miała.